jason

Gary i Jay - moi bohaterowie Take That

Od 2 tygodni zbieram się, żeby napisać o Garym i jego książce. Po drodze rozproszyło mnie Pearl Jam i NEWSi, ale – trzeba mieć jakieś priorytety w życiu, prawda?

Pewnego dnia natknęłam się na artykuł o Garym – teraz już wiem, że były to starannie wybrane fragmenty jego książki „My Take”, która wyszła bodajże w 2006 r. Do artykułu dołączone było zdjęcie Garego z 2001 r. – obie rzeczy, artykuł i zdjęcie zrobiło na mnie takie wrażenie, że wiedziałam natychmiast – muszę przeczytać tą książkę.
Wtedy, przez chwilę, Gary był moim bohaterem, nawet miałam tytuł dla posta o nim – "From zero to hero to zero to hero (again)". Zamówiłam książkę i przez małe zamieszanie trochę na nią czekałam, ale w końcu dotarła.
Jak zaczęłam ją czytać zaraz po przyjściu z pracy, tak zupełnie niepostrzeżenie nagle zrobiło się tuż przed północą, a ja byłam w połowie i nie mogłam sie oderwać! Oczywiście, to że bardzo lubię Take That z pewnością dodatkowo sprawiało, że byłam tak zafascynowana.
Naprawdę, to jest całkiem fajna książka. Wracam do niej przez ostanie 2 tygodnie i za każdym razem czytam jakiś fragment z zainteresowaniem. I nie, Gary nie został moim bohaterem, za to Jay... moja sympatia do Jasona wzrosła bardzo. Bardzo bardzo.
(ale nic straconego dla Garego, oglądam X Factora i Gary powoli staje się moim bohaterem, nie zyskał swoją książką, ale zyskuje teraz)

Gary nie opowiada historyjek i anegdotek. Pisze przede wszystkim o sobie, jeśli czegoś nie wie o innych, po prostu pisze, że nie wie i nie wraca do tego. I – sorry Gary – ale trochę czuje się, że to egoista, który dąży do celu nie oglądając się na innych. Sam Gary ani trochę się nie usprawiedliwia. Myślę, że wiele do niego dotarło w ostatnich latach – ale, żeby to się stało, musiał upaść na dno. To ludzkie, każdy z nas przez to przechodził (chociaż nasze dna bywały z pewnością bardzo różne).
Dno Garego było w 2000 r., kiedy wytwórnia zerwała z nim kontrakt płytowy. Gary całe życie, od kiedy miał 13 lat robił wiele, żeby być sławnym, żeby odnieść sukces w muzyce i na scenie. Wszystko przez kilkanaście lat szło cudownie, najpierw kariera w klubach, potem Take That, hit za hitem, potem sukces solo, a potem powolny upadek, aż w końcu dno. Szczerze mówiąc, to z tej książki wynika, że jeśli Robbie się do tego przyczynił, to w bardzo nikłym stopniu. W czasie swojego dna Gary wyjechał z UK, przytył do ok. 105 kilo, palił tonami papierosy. Ale Gary ma talent, więc się odbił od dna. I Gary ma żonę, która go bardzo kocha i rodziców, którzy bardzo mu pomagają, więc powoli, powoli stał się tym Garym, którego teraz tak bardzo lubimy i podziwiamy.

Dużo mi się wyjaśniło, jak powstało Take That (i jak Nigel Martin-Smith puszczał w obieg różne fałszywe historyjki, bo uważał, że są bardziej atrakcyjne), jak Gary i jego żona Dawn się poznali, jak Take That w 2005 r. zdecydowało się na comeback. Gary stara się bardzo uczciwie pisać o Nigelu. To prawda, że Nigel Martin-Smith to twórca Take That, bez niego nie byłoby tego zespołu, ale po drodze Nigel popełnił tyle błędów, że po latach Take That nie chciało mieć z nim nic wspólnego.
Widać, ze Gary to autor piosenek, bo większość książki zajmują opisy, jak piosenki pisał, z kim je nagrywał, wszystko co działo się w studio, jacy byli producenci, itp, itd. A jednak nie jest to nudne, wręcz przeciwnie, dużo można się dowiedzieć na temat współczesnego showbiznesu i procesu tworzenia przebojów.

Jeśli chodzi o członków Take That, to – zaskoczyło mnie to – najwięcej napisał o Jasonie. Zawsze byłam przekonana, że Gary przyjaźni się z Howardem, i chyba tak jest (ostatnio stwierdził, że Howard to jego ulubiony członek TT, ku rozpaczy Robbiego :P), ale jednak chyba wtedy Gary przechodził coś co nazywam „Jay-struck” (od słowa „starstruck”).

Mnie też to dopadło, ale nie jestem w złym towarzystwie, bo Robbiego Williamsa też to niedawno dopadło. Objawia się to tym, że to co Jay powie jest bardzo ważne, a jeśli Jay czegoś nie mówi, to jest to jeszcze ważniejsze. Jak Jason podejmie jakąś decyzję, albo coś zaproponuje, to  jest to już postanowione, bo Jason ma rację. Ciężka choroba.
Po przeczytaniu książki Garego, to Jason, a nie Gary, został moim bohaterem. Dowiedziałam się jak był traktowany w zespole przez Nigela, w czym jak sądzę ogromny udział miała urażona duma Nigela. Sam Jason był wtedy, jak my to mówimy, po ciemnej stronie mocy. Zafascynowany sławą, godził się na wszystko co było związane z Take That. Zawsze uważałam, że między Jasonem a Nigelem zaszło coś złego, coś co zdetreminowało potem całe życie Jasona, a po przeczytaniu tej książki jeszcze utwierdziłam się w tym przekonaniu. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się co to było, chociaż może to być po prostu konflikt chrakterów. I według Garego, to zasługą Jasona jest to, że Take That jest taką zgraną grupą - „my przeciwko światu”.
A kiedy Take That się skończyło, Jay poszedł w końcu po rozum do głowy. Po latach to Jason zadecydował, że nie będą już współpracować z Nigelem, to Jason wybrał Polydor jako wytwórnię, która będzie wydawać nowe płyty TT, to Jason, razem z Markiem zrobili wiele, żeby Gary i Robbie się pogodzili.
Jay jest bardzo dziwną osobą i psychicznie przygotowuję się do osobnego postu o nim. Ale nie chciałabym, żeby było zbyt poważnie :)

A skoro zaczęłam o Jasonie, to na koniec kilka zdjęć.
Tak Jay wyglądał w Monachium po koncercie (całkiem fajnie):

 

dwa miesiące później - poznajcie bezdomnego (Jason, coś ty z sobą zrobił?!):
  
Na drugim zdjęciu, w środku Catherine Tate - hmm, nie wiem co jest między Jasonem a Catherine, ale z tych kilku informacji o nim, które pojawiły się w ciągu ostatnich 2 miesięcy, co najmniej 3 razy był w jej towarzystwie. W ogóle, to Catherine Tate - czyli Donna Noble z Doctora Who, jak i cała obsada z Doctora Who, była zawsze dla mnie z innego świata niż Take That, z planety odległej o lata świetlne. Ale tak naprawdę to mały świat, jedno miasto i wszyscy się tam znają. W sumie to fajne.

I na całkowity koniec, Marlena, coś dla ciebie - i dla mnie też :))

BUSIK!!! Zdjęcie z trasy Beautiful World, ale nie ważne - srebrny busik Take That!!!

Tags:
właśnie dokonałam zakupu tego cudeńka na allegro - polowałam, polowałam i upolowałam :). już się nie mogę doczekać gdy trafi w moje rączki i będę się mogła pogrążyć w lekturze^^

jason twoim bohaterem? co ty nie powiesz :P i jak bardzo mogło ci jeszcze wzrosnąć?? XD twój portret charakterologiczny garego wydaje mi się trafiony - ale kto powiedział, że to źle, nie? a jason... to było widać, jak bardzo chłopaki liczą się z jego zdaniem. chociaż na niektórych dvd wygląda to trochę reszta vs jason ("jakbyście mnie posłuchali... to beautiful world byłoby później") - ale za każdym razem jego feedbacku i uwag wszyscy słuchali strasznie uważnie. jak dla mnie fakt, że czasem jason jest "przegłosowany" pokazuje tylko, jak dużo uwag i zastrzeżeń wnosi do wszystkiego. tak jak ci chyba kiedyś mówiłam - może i nie pisze piosenek, ale jego znaczenie w zespole jest OGROMNE. a już w ogóle organizacyjnie to chyba on kieruje grupą - bo myśli i kieruje i podejmuje decyzje tak jak napisałaś, o tym z kim np. będą współpracować. też powinnam zrobić posta o jasonie - był o hołku, to czemu nie o jayu? :)

jaaki pairing! wiesz, mi donna wpadła już do worka "dobre bo brytyjskie", więc wcale nie aż taki kosmos :) lubię jaya, lubię donnę, approved :).

aaaa busik! BUSIK! love love ^^
super, że udało ci się zdobyć tą książkę, będzie ci się podobało :) a po przeczytaniu - zobaczysz, tobie zaplusuje Mark :P

ha, przypomniałao mi się, tego pierwszego dnia, jak przeczytałam pół książki, to w nocy śniło mi się Take That, takie z lat 90-tych, że chodziłam razem z nimi do katolickiej szkoły, prowadzonej przez zakonnice i śpiewaliśmy razem w chórze, oni byli napaleni strasznie na dziewczyny z innej szkoły, ale siostry okropnie ich pilnowały, nie mogli nawet rozmawiać z tymi dziewczynami i to ja załatwiałam im numery telefonów, i Howard był uroczy XD
odkąd ją zamówiłam dla ciebie to plułam sobie w brodę, że nie wzięłam też jednej dla mnie (a była, a potem zniknęła). więc teraz sprawdzałam regularnie i fajnie, że się pojawiła!

wow, jaki rewelacyjny motyw na film :). no i mam nadzieję, że dałaś markowi MÓJ NUMER!!! hehe hołek, on pewnie najbardziej cierpiał :P. nie to co jason - zawsze po drugiej stronie drzwi XD
przecztałam, że Craig Colton jest za każdym razem pod wrażeniem, jak Gary do niego dzwoni i wyświetla mu się "Gary Barlow" i on sobie myśli "ten z Take That" :))
więc, wpadłam na pomysł, wystartuję w X Factorze, poznam się z Garym, a od Garego do Jasona (i Marka) to już krótka droga. I jak chcesz to mogę cię poznać też z twoim mężem :P
aaaa, dziś wszyscy piszą o Jasonie i Catherine Tate, a ja już domyślałam się dawno temu!!!
z jednej strony ściska mnie zazdrość, a z drugiej - Jason ma plusa za to, bo Catherine jest znana z tego, że jest utalentowana, inteligentna, zabawna i niezależna, a nie z tego, że jest śliczna i nic więcej - sorry, wkurzyłam się ostatnio na moich danych rockowych idoli, którzy wszyscy związali się z modelkami, grrrr!
ja jestem zachwycona! poza magdaleną miską oranż - chyba nie mogłoby być lepiej. uwielbiam tą aktorkę i zgadzam się - ma dużego plusa, że poleciał na osobowość, a nie... wiadomo na co. ale typ się zgadza - starsza jest od niego, hehe.

ja nie mam zbyt wysokiego zdania o rockmanach - sorry^^ wydaje mi się, że to tacy niegrzeczni imprezowi chłopcy, którzy nigdy nie dorastają :P
no tak, Catherine jest starsza... o 2 lata, pocieszam się, że ja i tak u Jasona nie miałabym szans, bo jestem od niego młodsza... o niecałe 3 miesiące... :P

i masz racje co do rockamanów, niby tacy niezależni i zbuntowani, a do końca życia dzieciuchy XD
madzia madzia madzia - możesz mi podać tekst do "man", bo wiem, że masz na progressed cd :) dokładnie tę wyliczankę markusia, bo mi się wydaje, że słyszę coś zupełnie innego miejscami niż jest w tych tekstach wypisanych w necie i albo jestem głucha, albo nikt poza mną seplenienia markiego aż tak dobrze nie rozumie^_^